20160706_182158

Wokół porodu naturalnego. Moje lektury

Książki, których raczej nie polecą wam na szkołach rodzenia. Te tytuły nie wyskakują pierwsze w Google na zapytania o książkę o porodzie, a szkoda.  Warto po nie sięgnąć, bo dają rzetelną, ale niestety niepopularną wiedzę na temat porodu i tego, w jaki sposób może się on odbywać.

Przeszłam chyba wszystkie stadia i postawy, jakie może mieć kobieta względem porodu. Poza ostatnią i najważniejszą: poczuciem satysfakcji i spełnienia z dobrych narodzin własnego dziecka. Na dłużej przed pierwszą ciążą w temacie byłam głupiutka i zielona. Wolałam w ogóle nie myśleć, co TAM mogłoby się ze mną dziać i z ulgą myślałam, że przecież „jakby co” (w domyśle, gdybym kiedyś wpadła na szalony pomysł posiadania dziecka) to przecież mogę „sobie zrobić” cesarkę. Potem ciąża i zmiana postawy. Wydawało mi się, że wiem dużo, że zadbałam o opiekę nade mną i dzieckiem najlepiej jak mogłam. Bardzo żałuję dzisiaj, że jednak nie  zamieniłam większej ilości godzin spędzonych nad wyborem wózka i innych bzdurnych przedmiotów na pracę nad sobą. Przeczytałam całe internety o głupotach, ale ani jednej książki o rodzeniu. Dzisiaj wiem, że niestety to moja postawa przyczyniła się do tego, że pierwszy poród nie był tak satysfakcjonujący, jak mógłby być. Oczywiście szpitalne standardy, medyczne interwencje to osobny temat. Ale to są rzeczy, na które wpływu nie miałam. Na siebie, swoją wiedzę, rolę przy porodzie wpływ mogłam mieć. Ale miałam tak naprawdę bardzo znikomy.

Dwa lata mojego macierzyństwa to czas gigantycznego samorozwoju i totalnej zmiany zainteresowań oraz priorytetów. Dlatego w drugiej ciąży ( a to już początek trzeciego trymestru)  nie poświęciłam jeszcze ani chwili na wybór czy zakup jakiejkolwiek rzeczy. Uzupełniam natomiast lektury, gromadzę wiedzę, zasoby, narzędzia. O książkach o wychowaniu dzieci w ilości sztuk więcej niż jedna jeszcze będę pisać. Dzisiaj jednak poświęcić się chcę lekturom o rodzeniu. Czemu tak mało z nas je zna, czemu tak mało wiemy o procesie narodzin, o naszych ciałach? Czemu w efekcie pozwalamy innym decydować i rządzić tym stuprocentowo naszym  i własnym procesem jakim jest poród? Czy jest coś bardziej własnego niż narodziny dziecka? Jak możemy z własnej woli oddawać nasz poród w ręce obcych osób, które widzimy pierwszy raz w życiu i więcej nie zobaczymy? Te ręce jako pierwsze dotykają naszego dziecka! Dlaczego większość kobiet widzi poród jako sytuację niebezpieczną, trudną, pełną zagrożeń?  Nawet szkoły rodzenia i personel medyczny zwykle udzielają informacji nieprawdziwych lub chociaż niepełnych- szczególnie w kwestii medycznych interwencji okołoporodowych i ich konsekwencji? Czemu to robią? Żeby sobie ułatwić pracę. Nie widzę innego wytłumaczenia.

Chcę przedstawić trzy książki, które przeczytałam, które kompletnie odmieniły moje spojrzenie na ten temat i stały się inspiracją i wsparciem w procesie planowania narodzin mojej drugiej córki. Czytałam je w innej kolejności, ale opiszę w takiej, w jakiej najlepiej byłoby je przeczytać moim zdaniem.

Sheila Kitzinger „Kryzys narodzin”

To, jak współczesne społeczeństwo podchodzi do narodzin jest wynikiem procesów, które dokonywały się przez lata. Narodziny jako akt są w głębokim kryzysie i niewiele wskazuje, by miało się coś w tym temacie zmienić. Rola rodzącej kobiety w samym procesie jest znikoma, dostęp do wiedzy na temat porodu jest niewielki, źródła niepełne, niekompetentne. System kształci położników i położne, którzy ten opresyjny, znieczulony, przemocowy system napędzają i tylko w takim systemie pracować potrafią. Wbrew pozorom książka ta nie jest medyczna. Jest antropologiczna i trochę psychologiczna. Przedstawia wstrząsające dane, jakie zebrała autorka w swoim poporodowym telefonie zaufania. Ogrom traumy i krzywdy, jakiego doświadczyły Brytyjki, z którymi miała styczność jest wstrząsający. A wpływ porodów na psychikę kobiet wciąż niedoceniony i bagatelizowany.  Ja wyciągnęłam z książki kilka istotnych dla mnie rzeczy. Po pierwsze doszłam do wniosku przy pierwszym porodzie weszłam w rolę „grzecznej pacjentki”. Ta postawa jest w książce szczegółowo opisana, opis pasował jak ulał. Po drugie kompletnie wyparłam wszystkie złe aspekty porodu i wypieram je właściwie do tej pory. Dopiero dziś jestem w stanie powiedzieć sobie wprost, jak wiele mi odebrano i że mnie skrzywdzono. Ale nie przychodzi mi to łatwo i nie dopuszczam do siebie echa pierwszego porodu, choć niestety jego skutki będą miały wpływ na kolejny. Książka uświadamia, jak poczucie braku kontroli i bezradności w procesie narodzin może wpływać na kobiety, jak traumatyczne może być i jak bardzo może rzutować na ich dalsze życie nie tylko jako matek, ale jako kobiet i jako ludzi w ogóle.
Chciałabym jeszcze sięgnąć po „Pasję narodzin”, „Szkołę rodzenia” i „Rodzić w domu” Kitzinger. Napisała też świetną pozycję o karmieniu piersią.

Irena Chołuj „Urodzić razem i naturalnie”

Tutaj zdecydowanie więcej o kwestiach „technicznych”. Wiele opisów porodów naturalnych, wiele o kobiecym ciele, które ma moc i potrafi. Autorka to położna z wieloletnim doświadczeniem zarówno na salach porodowych jak i w porodach domowych. Książka jest przeznaczona nie tylko dla rodziców, ale także dla personelu medycznego i mówi interwencjach medycznych z perspektywy specjalisty doświadczonego w temacie. Merytorycznie napisana jest na bardzo wysokim poziomie, a miłym dodatkiem są relacje z porodów pisane rękami rodziców i wiele osobistych doświadczeń osób, które miały kontakt z autorką przy okazji narodzin swoich dzieci. Ponieważ pozycja jest autorska i osobista nie obyło się bez jasnego określenia poglądów autorki. Jak większość pozycji tego typu książka Chołuj nosi znamiona „lekkiego nawiedzenia”. Ale przekonałam się, że do wykonywania zawodu położnej, szczególnie takiej, która pomaga rodzić naturalnie i przyjmuje porody domowe nie wystarczy być zwykłym człowiekiem. Morze empatii, które trzeba wyprodukować powoduje, że za ten fach biorą się osoby o bogatej duchowości i pewnie stąd taki styl. Mnie osobiście nie przeszkadzało to zupełnie w merytorycznym odbiorze książki.
Autorka napisała także książkę „Poród domowy”.

Ina May Gaskin „Poród naturalny”

Cóż, Gaskin jest naprawdę pozytywnie nawiedzona! To osobowość, która jest ciekawa sama w sobie i polecam serdecznie zgłębić jej historię i dokonania.  Książka ta natomiast wychodzi z pięknego założenia, że poród ma być doświadczeniem dobrym, wzmacniającym, wartościowym. Podpierając się swoją położniczą wiedzą oraz doświadczeniem, autorka prowadzi nas za rękę i przedstawia narzędzia, jakie są nam potrzebne by nasz poród takim doświadczeniem był. Po pierwsze: wiedza, po drugie: emocje i hormony (brak stresu, opresji, poczucie bezpieczeństwa”, po trzecie: moc ciała kobiety, która w nie wierzy. Wyjaśnia w bardzo ciekawy sposób tajemnicę tzw. „braku postępu porodu”, który jest częsta przyczyną cięć cesarskich. Otóż wyrzut hormonów stresu związany z tym, jak kobieta jest traktowana w szpitalu i jak w ogóle sytuacja „bycia pacjentem” na nią wpływa powoduje zakłócenie procesów porodowych i je stopuje. Opisuje na przykład w niektórych przypadkach  obecność niepożądanych przez kobietę osób przy porodzie blokowała cały proces.
O doświadczeniach tej niesamowitej amerykańskiej położnej w szalonych latach 70. w USA mówi „Duchowe położnictwo”, po które też chciałabym sięgnąć w miarę możliwości.

Polecam te książki każdej przyszłej mamie, nawet takiej, która nie widzi w porodzie nawet cienia doświadczenia duchowego. Bo o fizjologii też tam jest sporo i fizjologia też swoje prawa ma. Polecam zwolenniczkom cięcia cesarskiego na życzenie i tym, którzy ufają „białym kitlom” bezgranicznie. Polecam również tym ciężarówkom, a właściwie przede wszystkim tym, które chcą przeżyć poród godnie i dobrze. Tylko wiedza może w tym pomóc. Z tych książek można ją śmiało czerpać. O planach związanych z moim porodem na pewno jeszcze napiszę.

Related Articles

2 Comments

  • Magda Lipiec 10, 2016 01.28 am

    O tak, dobra kolekcja. Ja przed pierwszym porodem przeczytałam Chołuj. Wszystko cudownie, ale powinnam przeczytać Kitzinger, żeby się naładować asertywnością i buntem, których mi zabrakło. Też weszłam w rolę grzecznej pacjentki i na fali szczęścia, że za chwilę już zostanę mamą, uznałam, że moje otwarte, optymistyczne nastawienie do porodu wystarczy. Pfff.
    Swoją drogą „Kryzysu narodzin” jeszcze nie dałam rady przeczytać. Stoi, czeka. Rok temu po 2 stronach tak się zalałam łzami, że uznałam, że przyjdzie kiedyś czas. Ale chyba jeszcze nie.
    No a Gaskinowa jest cudowna. Moja cegiełka w vbacu. 🙂
    Nie mogę się doczekać Twoich planów porodowych 🙂

    Reply 
    • kejt
      kejt Lipiec 15, 2016 11.23 am

      No jak to jest, że niektórym pozytywne podejście wystarcza a innym nie? Mnie też nie wystarczyło 🙁 Ciekawa jestem na ile starczy tej pracy, którą zrobiłam z tym całym tematem…

      Reply 

Leave a Comment

Archiwum KejtPisze.pl

Nie kradnij!

Oświadczam, że wszystkie teksty i zdjęcia na blogu są moją własnością. Materiały, które nie są mojego autorstwa podpisuję źródłem. Proszę o niekopiowanie i niewykorzystywanie ich bez mojej zgody.