To rodzic ma być bliski

Jest taka robota, którą wykonać może tylko rodzic. To on ma być bliski. To relacja z rodzicem jest najważniejsza i wpływa na relacje z resztą świata. Po co więc kształtować wokół dziecka bańkę mydlaną w postaci „warunków cieplarnianych”, szukać przedszkola RB i „niani biegłej w NVC”. Przecież tej najważniejszej roboty i tak nikt za nas nie odwali. A brak różnorodności w dziecięcym świecie może wyrządzić więcej szkody niż pożytku.

Poruszam się w środowisku rodziców, którzy chcą być uważni. To ludzie, którym nie jest wszystko jedno. Do wychowania swoich dzieci przywiązują dużą wagę i pragną zadbać o wszystkie szczegóły. Chcieliby zaaranżować dla swoich dzieci świat idealny. Stąd częste pytania. Jak znaleźć nianię, która stosuje RB i zna NVC, czy w okolicy są żłobki lub przedszkola, w których stosuje się RB? I wreszcie: jak wymusić na dziadkach, ciociach i reszcie członków rodziny zachowania, które rodzice będą aprobować? Niech dziadkowie nie biją brawo, niech ciocia nie daje w prezencie czekolady i nie mówi „nie wolno”. Niech mówią tak, a nie inaczej, niech kupują to, a nie co innego. Najlepiej niech będą tacy, jak my albo niech znikną.

Tymczasem warto pamiętać, że rodzicielstwo bliskości, jak sama nazwa wskazuje, dotyczy postawy rodziców. Gdyby udało się stworzyć społeczeństwo bliskości, takie rodzicielstwo już przestałoby być potrzebne! W końcu wychowujemy dzieci  w taki, a nie inny sposób właśnie po to, by radziły sobie w różnych sytuacjach, by nie zniszczył ich „system”, by nawiązywało zdrowe relacje z innymi ludźmi. Dziecku to dobrego rozwoju potrzebna jest różnorodność postaw i  kontaktów. Bardzo w to wierzę, więc rodzicom, którzy chcieliby cały świat wokół  dziecka przemalować na swoją modłę radzę: skupcie się na sobie. Zamiast strofować wszystkich naokoło i próbować zmieniać, zacznijcie od siebie.

Oczywiście wybierając placówkę, w której nasze dziecko będzie spędzać czas trzeba być uważnym. Trzeba zwrócić uwagę na szereg rzeczy i wybrać najlepsze dla naszego malucha warunki. Nawet dziadkom nie wolno stosować przemocy psychicznej czy fizycznej, straszyć, budować w dziecku lęków. Ciociom nie możemy pozwolić faszerować dziecka niezdrowym żarciem codziennie. Ale zastanówmy się, czy moderując relacje dziecka z innymi członkami rodziny robimy mu przysługę czy raczej krzywdę. Być może przyjdzie nam czasem z dzieckiem rozmawiać o tym, że u dziadków/w szkole panują inne zasady niż w domu. Ale czyż nie spotka się z taką sytuacją choćby  w pracy w późniejszym życiu? Dzięki wyposażeniu, jakie damy mu MY-RODZICE dziecko będzie potrafiło radzić sobie w zmiennych okolicznościach. Zaakceptuje postawy inne niż nasze, będzie tolerancyjne i nauczy się być elastyczne. Ważne, by wiedziało, że jest ważne, kochane, że należy mu się szacunek bez względu na sytuację, że ma prawo mówić nie, wyrażać swoje emocje. Tego nie dostanie od nikogo innego, to jest zadanie rodziców.

Jeśli dziecko będzie funkcjonować w świecie całkowicie jednolitym, stworzonym pod nie według zasad ustalonych przez rodziców, kiedy i jak nauczy się funkcjonować w świecie POZA tą mydlaną bańką? Po co angażować ludzi z zewnątrz do wyposażania naszej latorośli w te najważniejsze i podstawowe narzędzia? Niech sprawdzą się w innych sprawach: uczą je nowych umiejętności, dostarczają rozrywki, czy bezwarunkowej miłości połączonej z bezgranicznym zachwytem (dziadkowie!).

I na koniec: po co jako rodzice mamy dodatkowo frustrować się tym, że bliscy postępują inaczej. Zwykle nie mają złych intencji. wyrażają swoją miłość tak, jak potrafią (czasem mówią wysokim głosem i niepotrzebnie zdrabniają słowa). Ale po co takie głupstwa miałyby nam odbierać dobry humor? Weekendowy pobyt u dziadków nie „zepsuje” nam dziecka, kontakty z kolegami, którzy są wychowywani inaczej- też nie. Dziecko zawsze przede wszystkim będzie odwoływać się do swojej relacji z rodzicem i to ona kształtować je będzie w najwyższym stopniu.

Related Articles

6 komentarzy

  • Motylia Lipiec 15, 2016 12.57 pm

    Z tym co napisałaś o moderowaniu kontaktów dziecka z rodziną zgadzam się w pełni. Dziadkowie i cmokające ciotki raczej nie zrobią dziecku krzywdy, chociaż mocno się trzeba nagimnastykować, żeby wytłumaczyć później dziecku, że jeśli będzie bałagan w pokoju, to wcale nie przyjdzie smutny pan i nie zabierze dziecka ze sobą 🙂 Uczenie członków rodziny jest albo bezcelowe, albo konfliktogenne, albo jedno i drugie.
    Co do niań i żłobków, to tutaj sytuacja jest inna – zostawiamy dziecko z kimś często na cały dzień, z kredytem zaufania. Być może są opiekunki reformowalne – ale nie zawsze da się przebić głową mur przyzwyczajeń. Opiekunka/przedszkolanka nie wyręcza rodziców w wychowaniu, ale może go wspomóc (o to chyba chodzi, prawda?) – a najważniejsze, by nie przeszkadzała… Nie po to zatrudniamy opiekunkę, by ją uczyć i uświadamiać (co jak piszesz jest teoretycznie możliwe) – skoro powierzamy naszego Człowieczka, to głównie po to, aby poprowadziła dziecko w rozwoju podobną ścieżką, jak rodzice.
    Mimo wszystko Twoje spostrzeżenia są ciekawe, zwłaszcza dla tych, którzy za nic nie są w stanie znaleźć „opiekunki NVC biegłej w RB” 🙂
    Pozdrawiam!

    Reply 
    • kejt
      kejt Lipiec 18, 2016 10.58 am

      Osobiście, szukając opiekunki postawiłam na „chemię” między nami, nie przepytywałam jej ani z Rosenberga ani z Juula:) i był to strzał w 10. Moja córka ją uwielbia i rozumiemy się w pół słowa, choć ona nigdy nie słyszała o RB!

      Reply 
  • Beata Lipiec 14, 2016 06.44 am

    Bardzo dobrze napisane, zgadzam sie w 100% ale tak jak wspomniałaś na teksty typu „bo mama zbije” „bo mama będzie zła/krzyczeć” trzeba reagować.

    Reply 
    • kejt
      kejt Lipiec 14, 2016 04.08 pm

      Jasne, że trzeba, czasem wystarczy spokojnie wytłumaczyć, co takie komunikaty powodują, wiele osób jest zaskoczonych, bo nie zastanawiało się wcześniej nad tym

      Reply 
  • Magda Lipiec 14, 2016 02.30 am

    W najwyższym stopniu próbuję w sobie to przepracować, no i jeszcze nie mogę.

    Reply 
    • kejt
      kejt Lipiec 14, 2016 04.10 pm

      Bo to nie jest łatwa sprawa. Ja przepracowałam to raczej ze względu na siebie niż na dziecko tak naprawdę. Teraz mi łatwiej:) Czyli najbardziej mój jest ostatni akapit 😛

      Reply 

Leave a Comment

Archiwum KejtPisze.pl

Nie kradnij!

Oświadczam, że wszystkie teksty i zdjęcia na blogu są moją własnością. Materiały, które nie są mojego autorstwa podpisuję źródłem. Proszę o niekopiowanie i niewykorzystywanie ich bez mojej zgody.